173 Obserwatorzy
3 Obserwuję
naya

naya

Zawód: Stalker

„Ołowiany świt” to debiutanckie dzieło polskiego autora i tłumacza Michała Gołkowskiego. Jest to powieść, na którą składają się pomniejsze opowiadania umiejscowione w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a, świecie stworzonym przez braci Strugackich.

 

Ołowiany świt

Jednakże wraz z katastrofą elektrowni jądrowej w Czarnobylu w 1986 r. realia tamtego świata zaczęły się urzeczywistniać. Czarnobylska Zona pochłonęła Strefę, która pierwotnie była obiektem inwazji obcej supercywilizacji. Odtąd we wszystkich filmach i grach - stalker, choć jego fach znacznie się nie zmienił, figurował jako osoba przemierzająca obszary wypatrzone przez niszczycielską moc elektrowni jądrowej.

Również i tym razem nie jest inaczej. Główny bohater Miszka zwany też Misiem pewną nogą wstępuje na tereny, które już dwukrotnie dosięgnął gniew reaktora. Z przyjemnie leżącą bronią w dłoni, dającą choć cień bezpieczeństwa, z podstawowym ekwipunkiem zwiększającym o nikłe procenty szanse przeżycia, polski stalker wyrusza na pełne zagrożeń rajdy. Droga nafaszerowana licznymi anomaliami aż roi się od różnorodnych mutantów. Zona już czeka… czeka na choćby najmniejszy błąd.

Przez większość opowiadań Miszka wędruje poprzez opuszczoną strefę zamkniętą, mierzy się z tworami reaktora, poszukuje artefaktów i odkrywa tajemnice na tyle, na ile Zona pozwala. Każdy z tych tekstów odkrywa też rąbek prawdy o eksperymentach prowadzonych po drugiej katastrofie. Niemałym zaskoczeniem w książce okazał się dla mnie wątek miłosny. Nie sądziłam, że w Zonie jest miejsce dla tym podobnych motywów, a tym bardziej moje odczucie narastało na myśl umiejscowienia go pomiędzy opowiadaniami skupiającymi się na walce z budzącymi lęk mutantami. Dlatego też moja podświadomość  automatycznie zakwalifikowała te opowiadania jako ewidentny wypadek przy pracy Michała Gołkowskiego.

Godnym pochwały elementem wykorzystanym głównie do budowania nastroju jest narracja pierwszoosobowa. Za pomocą bieżących przemyśleń i odczuć Miszki, autor dodatkowo przybliża nam stalkerski fach i pewne schematy postępowania w Zonie. Warto również zwrócić uwagę na sposób w jaki został przedstawiony „lokalny koloryt”. Bardzo dokładne opisy pobudzają fascynacje niesamowitą, aczkolwiek zdecydowanie niepokojącą Strefą. W jakiś naprawdę niepojęty sposób, świat przedstawiony w „Ołowianym świcie” potrafi intrygować czy też nawet urzekać swoją śmiercionośną naturą.

Niezwykle obiecujące wydaje się otwarte zakończenie oraz niedokończone wątki, którymi być może Michał Gołkowski pozostawił sobie otwartą furtkę do stworzenia kolejnego tomu przygód Michała Markowicza.

Sądzę, ze fani uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a powinni być jak najbardziej usatysfakcjonowani i dumni z polskiej odsłony ich ulubionego świata.